wakacje z dziećmi
Rodzicielstwo

Holigedon (wakacyjny armagedon)! – czyli wakacje z dziećmi!

By
on
Lipiec 17, 2019

Wakacje już się rozpędziły i trwają wiele z Was planuje właśnie wakacje z dzieciakami. Jeśli są to pierwsze Wasze wakacje to czujecie zapewne delikatny dreszczyk podniecenia i ogromny strach jednocześnie. Sam pamiętam nasze pierwsze wakacje z Szymonem kiedy miał 4 meisiące, boże co to był za lęk czy wszystko zabraliśmy czy się nie przeziębi od Wiatru. Żebyśmy się dobrze zrozumieli nie kpię z „młodych rodziców” którzy wybierają się na pierwsze wakacje z bobasem, tylko im współczuje, tego stresu który im będzie towarzyszyć cały wyjazd, a najgorszym co może ich spotkać psychicznie to katar u malucha lub kaszel. Jestem wstanie sobie wyobrazić jakie samobiczowanie sobie zaaplikują w razie takiego zdarzenia.
Młodzi rodzice następne wakacje będą na pewno…
NIELEPSZE dla Waszej psychiki, wybijcie sobie z głowy swobodne spacery nad morzem, chyba że dziecko zostawicie z dziadkami, inaczej Wasz romantyczny spacer brzegiem morza zamieni się w pogoń za małym diabłem Tasmańskim, który z całej siły będzie usiłował wejść do wody. Wasze nerwy które na pewno w pewnym momencie nie wytrzymają będą tylko podkręcać małego rozrabiakę. Ah jaki też ubaw będą miały starając się zjeść cały piasek plaży i… wyobraźcie sobie że i tak będziecie musieli się ganiać za nim z normalną kolacją.
Nie zapominajmy o codziennych zakupach… nie bułek ale piłek kauczukowych, gniotków, samolotów styropianowych i sterty innych „wysokiej jakości” wakacyjnych gadżetów.

I jakże ukochane automaty do gier, gdzie nawet jak wrzucisz 2 złote do cymbergaja Twoja pociecha w czasie szybszym niż Najman odklepuje walkę traci zainteresowanie i biegnie do następnego automatu. Nadchodzi w końcu moment że trzeba wyjść z salonu automatów a Ty nagle nie wiesz czy Twoje dziecko szatan opanował czy coś mu się stało czy się może przebodźcował? Żałujesz że nie masz ze sobą poduszki to by sobie głowy nie obił  podczas rzucania się w dzikim szale po chodniku…

Czas wytchnienia wspólny posiłek w knajpie połączony z seansem świnki Peppy , boże dzięki za Netflixa… jedyne co przeszkadza w spokojnym zjedzeniu posiłku to dziwne spojrzenia innych ludzi będących w knajpie, ich wyraz Twarzy mówi jedno „boże uzależnili dziecko od komórki”, a ja mówię- nie kurwa nikogo nie uzależniłem od bajek i telefonu, chce po prostu zjeść obiad jak człowiek nie jak świnia której zaraz ktoś koryto zabierze.

Ale tak zupełnie szczerze bez takich wakacji nei czuł bym że jestem rodzicem, i mimo że jestem zmęczony po takim wyjeździe to i tak chętnie go powtórzę. Czy to się nazywa masochizm? Nie wiem na pewno to jest rodzicielstwo.

 

TAGI
POWIĄZANE POSTY

ZOSTAW KOMENTARZ

Paweł

Witajcie, jestem Paweł i piszę tego bloga z własnych doświadczeń oraz opisuje swoje przemyślenia dotyczące wychowania dzieci relacji z żoną oraz wszystkim co mnie kręci zawodowo i hobbystycznie. Zapraszam do czytania!